Tarocista.pl strona z Duszą

Karty klasyczne

By

lis 2, 2022 Blog , , , , , , , , Comments are off

Karty do gry. Tradycyjne, klasyczne, kartoniki.
Trudno dziś rozstrzygnąć, kto i kiedy nadał im znaczenie, które do dziś budzi ciekawość. Być może wszystko zaczęło się od cesarskiej nudy, a mówiąc precyzyjniej: od potrzeby rozrywki i zaspokojenia ciekawości chińskiego władcy. Za kart pierwowzór uznaje się domino.
Zanim jednak karty trafiły do Europy, przeszły długą drogę — przez Egipt, Persję, Indie. Każdy przystanek coś im odebrał, coś dodał. Kształt, symbolikę, materiał, a może i przeznaczenie.
Do Polski dotarły w połowie XV wieku, wraz z rozwojem druku stemplowego. Przywieźli je dyplomaci, kupcy, cyrkowcy… i duchowni – ci ostatni, jak się okazuje, nie byli wolni od pokus życia doczesnego. Kraków szybko stał się matecznikiem kart. Wkrótce rozszalała się „kartowa zaraza” — jak wówczas nazywano tę rozrywkę. Nie mogło być inaczej. Jej protektorem był sam Zygmunt I.
Król z upodobaniem oddawał się karciarstwu. Na tyle, że zwykł zapraszać senatorów na partyjkę gry w ulubionego flusa, a odmowa nie należała do decyzji bez konsekwencji.
Czas przy kartach umilała sobie również Bona — królewska małżonka, lecz nie tylko gra przyciągała jej uwagę. W kartach szukała także czegoś więcej: znaków i odpowiedzi. Umiała z nich korzystać!

Nie tylko rozrywka i magia nadawały kartom znaczenie. W murach krakowskiej uczelni znalazły zupełnie inne zastosowanie. Stały się narzędziem nauki.
Zakonnik Tomasz Murner wykorzystywał karciane symbole do wykładania logiki i matematyki. I choć jego natura nie należała do pokornych, poszedł o krok dalej — publikując dzieło „Logica Memorativa” (1507), zilustrowane kartami, mimo sprzeciwu władz kościelnych.
Znając te osobliwe dzieje, trudno nie zadać pytania: czy ciekawość była pierwszym krokiem ku wróżbie? Chyba tak. Bo któż nie chciał wiedzieć: komu ufać, kto sprzyja, dokąd prowadzi własna droga… i czy w grze wygra się cudzy majątek — czy przegra własny. A majątki bywały wtedy niemałe.
Jak wyglądała taka wróżba? Jedna z wielu: przed grą losowano trzy karty. Przewaga czerwieni zapowiadała pomyślność, czerń — mniej łaskawy obrót spraw. Nie były to wróżby, jakie znamy dziś. I nie były to te same karty.

Dawniej figury malowano w całości. Obrazy zachwycały detalem. Ósemka — delikatna gałązka, na której splata się osiem listeczków, tworząc subtelną girlandę. Walet — średniowieczny błazen. Ludzki. Niejednoznaczny. Patrzysz i nie wiesz: myśliciel… czy szelma?
Dopiero XIX wiek przyniósł styl kart dwugłowych — dziś tak oczywisty.

kabalarka Henrietta Zofia Lhullier

Popularność kart rosła przez stulecia — niezależnie od warstwy społecznej. Jedne gry odchodziły w zapomnienie, inne zajmowały ich miejsce. Podobnie było z wróżbami — jedne systemy rozwijano, inne znikały bez śladu. A jednak coś przetrwało.
Swojsko: Dzwonki. Czerwienne Serca. Trójlistne Żołędzie. Wina. Albo — w wersji francuskiej: karo, kiery, trefle, piki. Nazwy się zmieniają. Znaczenia ewoluują.
A jednak coś przetrwało. Opowieść pozostaje ta sama –
O smutku i radości.
O zdradzie i miłości.
O człowieku!
Bo w dłoniach osoby z powołaniem przemawiają nawet najprostsze symbole. Czytelniku — zaufaj tej szlachetnej prostocie. Często to właśnie ona mówi najwięcej.

wrozby online

Copyright 2005-2026 by Igor Alexander